Z ŻYCIA WZIĘTE

Moja przygoda z Holandią

Witamy w kraju tulipanów i wiatraków. Kraj piękny? O tak! Jest tu prawie wszystko legalne – aż chce się żyć シ

 

Skąd pomysł na emigrację? I dlaczego Holandia?

A pomysł nie wpadł mi sam do głowy, aczkolwiek sama podjęłam tą decyzje. Nie miałam zielonego pojęcia o Holandii, nawet nie wiedziałam, że oni maja króla (wow!). Dziś już wiem (uff :D).
A więc wyjechałam, ponieważ mój ukochany wyjechał. Mój obecny mąż wyjechał do tego pięknego kraju, a ja umierając z tęsknoty i rozpaczy postanowiłam, że związek na odległość nie ma sensu, a moje serce nie wytrzyma takiej rozłomki zamówiłam busa i ruszyłam przed siebie (1100 km i 12h drogi). No cóż serce nie sługa…

Cóż za dziwny kraj….

Gdy przyjechałam czułam się tutaj okropnie – tak obco. Holendrzy są bardzo pozytywnie nastawieni (oczywiście nie wszyscy).
Każdy obok, którego przechodziłam z uśmiechem witał się ze mną. Sąsiedzi pytali „co słychać” a ja nie rozumiałam zupełnie nic (z angielskiego też jestem słaba, z resztą jestem z pokolenia, które uczyło się w szkole wyłącznie niemieckiego. W technikum zaczęłam naukę angielskiego ale była to tylko jedna godzina tygodniowo, a ja twardo twierdziłam, że angielski nie jest mi potrzebny, bo przecież ja nigdy nie wyjadę z polski – aż śmiać mi się chcę jak to piszę).
Ciągle musiałam korzystać z pomocy innych. Tutaj obcokrajowcy zazwyczaj szukaj pracy za pośrednictwem biura pracy – jest ich tutaj mnóstwo. Ja również trafiłam do takiego biura pracy i znaleźli „coś dla mnie”. Trafiłam na kurczaki. Już gorzej być nie może tym bardziej gdy masz zupełnie inne wyobrażenie. Powiedzieli mi ze tam pracuje dużo Polaków i nie będę miała problemów żeby się porozumieć, więc ja szczęśliwa poszłam do pracy.

Boże jaka ja byłam głupia….

Okazało się, że praca jest straszna (z resztą co przyjemnego jest w ciągłym macaniu śmierdzącego mięsa), a ludzie jeszcze gorsi, wredni, złośliwi i fałszywi. W życiu nie pomyślałam ze Polak może być taki dla drugiego Polaka w obcym kraju. Chciało mi się tylko płakać. Po jakimś czasie dołączył do mnie mój mąż i razem przeżyliśmy tam ponad pół roku. Dziś uważam, że byliśmy mega szaleni. Jakim cudem wytrzymaliśmy taki zapierdol, takie tempo i tych ludzi (w tamtym momencie totalnie przestałam wierzyć w ludzi).
Po tej robocie trafiliśmy jeszcze do innej fabryki. Nic specjalnego. Nie podobało nam się wiec po 3 dniach odeszliśmy. Chociaż muszę się pochwalić, że podobno po 3 dniach pracy trafiłam na jakąś listę VIP, która oznaczała, że miałam pracować codziennie, a nie tylko co drugi lub trzeci dzień.
Po tym nasze drogi „robocze” się rozeszły i każde z nas pracuje w innym miejscu ale jesteśmy zadowoleni. Co prawda jak to często mówią nasi rodacy: przydało by się więcej zarabiać ale jakbyśmy dostali więcej to i tak rzuciłabym tym samym tekstem, cóż taka natura ludzka 😛

 

Co dalej…

W miedzy czasie przeprowadziliśmy się z kawalerki do mieszkania większego w bloku. To zawsze było moje marzenie. Nigdy w bloku nie mieszkałam i bardzo chciałam zobaczyć jak to jest.
Oba mieszkania były tak zwanymi mieszkaniami socjalnymi. Logujesz się na określoną stronę i reagujesz na mieszkania które Ci się podobają – super sprawa – następnie osoba z pierwszego miejsca jest zapraszana do obejrzenia mieszkania i wtedy decyduje czy chce to mieszkanie czy nie. Jeżeli się zgadza dostarcza odpowiednie dokumenty, wpłaca czynsz, otrzymuje klucze i może się wprowadzać 😀
Po roku urodziłam dziecko (nigdy nie chciałabym rodzić w Polsce. Po mimo dziwnych dla nas Polaków zasad nie wyobrażam sobie lepszego porodu i opieki),

I tak minęły prawie 4 lata od mojego przyjazdu.

Dziś mamy przyjaciół, dobrą prace, wiarę w ludzi i w Holandię. Półtorej rocznego synka. Szybki ślub (pobraliśmy się w Polsce) i nasze własne mieszkanie – na kredyt oczywiście, pozostało nam tylko zasadzić drzewo 😀
Postanowiliśmy zostać w Holandii co najmniej do starości 😀

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *