DZIECKO

Idziemy spać! Nasza metoda.

Każdy rodzic marzy o tym żeby jego dziecko zasypiało samo bez żadnych problemów. Dla jednych rozwiązaniem jest późna godzina i przeczekanie aż dziecko „padnie”, a inni mają ustaloną konkretną godzinę. Każda metoda jest dobra jeżeli odpowiada rodzicom i dziecku.

Od kiedy Robert się urodził bardzo dużą uwagę poświęcałam systematyczności. Mieliśmy ustalone pory karmienia, zabawy, ćwiczeń, kąpieli i spania.

Rozmawiałam kiedyś z pewnym ojcem, który uparcie twierdził, że dziecko nie potrzebuję harmonogramu dnia i samo decyduje, kiedy chcę spać.
Spoko, każdy ma swoje metody wychowawcze, nie podważam również tej. Skoro odpowiadało to wszystkim tzn rodzicom i dziecku to jak najbardziej dobre.
Lecz ja mam inne podejście. Z racji, że pracuję nie poświęcam całego dnia dziecku. Muszę ten czas, którą spędzam po za pracą rozdzielić na czas spędzony z dzieckiem, czas dla męża, czas dla siebie, zadania domowe i zakupy.
Ciężko zadowolić wszystkich. I bardzo jest mi tutaj potrzebny rytm dnia, który ustaliliśmy, a właściwie narzuciliśmy dziecku 🙂

Ostatnio nasze dziecko zaczęło się buntować co do godziny chodzenia spać. Wcześniej była to godzina 8, po twardych nogocjaciach z naszym półtorej rocznym synem (dziecko w tym wieku potrafi naprawdę twardo negocjować) przesuneliśmy ją do godziny 9.

Już nie jest tak kolorowo jak kiedyś.
Gdy Robert był młodszy po prostu był czas do spania i nasz jedyny grzecznie kładł się spać. Dzisiaj już nie jest tak łatwo. Młody wie jak urozmaicić noc starym, a już na pewno jak nie pozwolić do powstania młodszej konkurencji. Ale na wszystko jest sposób.
Był czas gdzie dałam się ponieść fali i pozwoliłam żeby to dziecko ustaliło kiedy śpimy, a kiedy nie. Spałam po 2 godziny – byłam wykończona, a do pracy trzeba było iść i w domu ogarnąć. Padałam na twarz. W końcu powiedziałam DOŚĆ i to ja przejęłam stery.

Znowu ustaliliśmy konkretna godzinę (żadnych plus/minus) o której chodzimy spać.
Nasza codzienna rutyna: o 8:30 idziemy do łazienki myć zęby.
Następnie kąpiel, idziemy do łóżka/łóżeczka, Robert dostaje butelkę z mlekiem, buziaka i ja wychodzę z pokoju.

Wcześniej w tym momencie zaczynała się katastrofa, czyli wraz z zamknięciem drzwi zaczynał się płacz i moje błędne koło. Czyli wychodziłam i wracałam, podchodziłam, całowałam, wychodziłam i tak dalej do czasu aż dziecko „padło” lub ja i wtedy wolałam Michała i to on kontynuował wędrówkę.

Pewnego dnia mając naprawdę zły dzień do tego płaczący Robert. Miałam dość. Położyłam go spać, wyszłam i zamknęłam drzwi. Po 5 minutach (z zegarkiem w ręku – dosłownie) płacz ustał. Byłam zaskoczona i zachwycona. Po prostu pozwoliłam mu się wypłakać. To był strzał w dziesiątkę.
Ta metoda działa u nas za każdym razem. Jest nie zawodna.

Dzisiaj już nie mamy takich problemów. Nasz synek już się przyzwyczaił i nasze życie stało się prostsze.
Wiem, że dla jednych ta metoda jest straszna. Słuchanie dziecka płaczu jest nie przyjemna dla każdego rodzica dlatego decyzja należy do każdego z osobna.
U nas pomogło.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *