KOBIETA I MĘŻCZYZNA

Ten dzień! Czyli jak wyglądał nasz ślub

Nie dawno obchodziliśmy naszą rocznicę ślubu. Pewnie nie byłoby to nic szczególnego gdyby nie fakt, że to pierwsza rocznica. A jak wiadomo każdy roczek się obchodzi.

Rok temu 07.08.2017 wzięliśmy ślub cywilny. Skromny, bez gości, bez imprezy, bez szału. Ale to był naprawdę nie zapomniany dzień.
Nie chcieliśmy tego całego zamieszania ponieważ to miał być tylko ślub cywilny, który miał nam ułatwić załatwianie spraw w Polsce. Formalność. Jednak to ślub więc chcieliśmy zapamiętać ten dzień chodź nie sądziłam, że w ten sposób.

Na uroczystości byliśmy tylko my i świadkowie.
Rodzice było trochę przykro, że ich nie zaprosiliśmy ale zrozumieli. Mamy nadzieje, że któregoś dnia uda nam się wziąść ślub kościelny, a wtedy na pewno zorganizujemy huczne wesele o jakim marzymy i założę prawdziwą suknię ślubną, taką białą, długa z welonem, och już to widzę 😀

Odpowiednio wcześniej znalazłam sukienkę. Obowiązkowo białą – to miało być takie pocieszenie.
W urzędzie umówieni byliśmy na godzinę 15:30. Za cholerę nie mogliśmy się tego dnia wyrobić. O 15:00 przypomniało mi się, że zapomniałam o kwiatach 😰👏 droga miała zająć nam 20 minut. Coraz lepiej to wyglądało. Pojechaliśmy szybko do kwiaciarni. Nie znam się na kwiatach wiec wpadłam do kwiaciarni z tekstem ” proszę szybko jakiś ładny bukiet” Panie zaczęły zadawać dziwne pytania i wymieniać nazwy kwiatów. Złapał mnie stres. Czas gonił a ja nie miałam pojęcia co one do mnie mówią. Na teksty typu „wszystko jedno” wymieniały od początku nazwy kwiatów. Wymieniłam te, które zapamiętałam. Pani wzięła się do pracy w tempie ślimaka. Hm.. domyślacie się co czułam? Zaczęłam ją poganiać. Więc ona zaczęła zadawać jeszcze dziwniejsze pytania odnośnie ozdób. Wkurzyłam się. Powiedziałam, że ma być ładnie byle szybko. No cóż nakrzyczała na mnie.

Odebrałam bukiet i na pełnym gazie ruszyliśmy do urzędu. Zostało 5 minut ogromna radość. Zdążyliśmy i to jeszcze przed czasem. I nagle padło pytanie czy wszyscy maja dokumenty.
Nasz świadek powiedział, że nie bo po co. Zamarłam. Całe szczęście, że mieszkał blisko.
Minutę po czasie wpadliśmy na sale.
Pani urzędniczka, które udzielała nam ślubu była bardzo miła i poprosiła żebyśmy poczekali 5 minut.
Mieliśmy czas żeby ochłonąć. Chodź stres był coraz większy. Niby nic wielkiego nie miało się stać. W końcu mieliśmy powiedzieć coś co już obiecaliśmy sobie dawno i to tylko przy osobach, które znaliśmy bardzo dobrze i które nas znają bardzo dobrze. I złożyć podpisy. A jednak coś nas stresowało. Niby nic po za moim nazwiskiem nie miało się zmienić ale jednak gdzieś w głębi czuliśmy, że to będzie ogromna zmiana.

Gdy skladaliśmy sobie przysięgi Michał bujał się jak by miał chorobę sierocą, a ja mówiłam jakbym miała zaraz się rozpłakać. Wczułam się 😁😁

Po założeniu obrączek, złożeniu podpisów i otrzymaniu gratulacji. Zaprosiliśmy świadków na obiad.
Podczas powrotu do domu wypadła nam tuleja od wahacza – cokolwiek to znaczy. Mieliśmy problem z autem. Mój wtedy już mąż położył się na piasku w spodniach od garnituru i koszuli i zaczął klepać coś abyśmy mogli dojechać do domu.

P.S. zapomniałam dodać, że obrączki zamówiliśmy w czerwcu (6 miesięcy po porodzie), a odebraliśmy w sierpniu (8 miesiecy po porodzie) i okazało się, że moja obrączka jest za duża, a nie było już czasu na poprawki.

Mimo tylu przygód i tak wspominamy ten dzień naprawdę dobrze.

7 thoughts on “Ten dzień! Czyli jak wyglądał nasz ślub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *