DZIECKO, Z ŻYCIA WZIĘTE

Baby blues – czy jestem gorszą kobietą

Kiedyś myślałam, że jak urodzę dziecko to będę szczęśliwa, piękna matka, która dumnie przedstawi dziecku świat i dziecko światu. A potem urodziłam i dopadła mnie straszna rzeczywistość, której zupełnie się nie spodziewałam.

Jakiś czas temu moja koleżanka urodziła. Trzy dni po porodzie czuła się wspaniale i wyglądała wspaniale. Bardzo jej zazdrościłam. Wiecie dlaczego? Bo gdy ja byłam po porodzie siedziałam zupełnie nie obecna na kanapie albo płakałam w łóżku zresztą nie raz zdarzyło mi się również płakać przy Paniach z kraamzorgu, przy mężu, przy znajomych, a najgorsze, że przy dziecku. Wtedy czułam się jeszcze gorzej.

Moje założenie i wyobrażenie siebie jako matki było zupełnie inne niż się później okazało.
Miałam być silna kobietą, która miała pokazać swojemu synowi jak być twardą osobą i jak radzić sobie z problemami, a zamiast tego zdarzało mi się razem z nim płakać. Co ze mnie za matka?!
Nie potrafiłam poradzić sobie z tą zupełnie nową sytuacją. Mimo, że fizycznie doszłam bardzo szybko do siebie to psychicznie było coraz gorzej. Chyba najbardziej wydało mi się we znaki brak snu co prawda kolki nas ominęły (chwała Panu!!! :D) to nocne karmienie dało mi w kość, a z racji, że jestem śpiochem była to dla mnie męczarnia. Czułam się brzydka, nieatrakcyjna, zmęczona, zagubiona, hormony mi szalały, w dodatku przecież ja nigdy nie miałam do czynienia z dziećmi. Jak go zrozumieć, jak trzymać się swoich postanowień skoro mały ma inny plan i pomysł na życie…

Wpadałam w depresję. Nic mnie nie cieszyło, na nic nie miałam ochoty. Na spacery chodziłam, bo musiałam. Całymi dniami siedziałam w domu sama z niemowlakiem. Wtedy dowiedziałam się o baby blues. Poczytałam i stwierdziłam, że chyba mam do czynienia z tą o to przypadłością.
Dużo rozmawiałam z mężem o tym dlaczego się tak czuję, o porodzie i o dziecku, o moich wyobrażeniach. Myślę, że duży wpływ na moje złe samopoczucie miał również fakt, że często od rano do wieczora byłam sama z dzieckiem. Oczywiście mąż starał się jak mógł. Jednak ja potrzebowałam oddechu. Nie to żebym nie kochała swojego dziecka, bo kocham nad życie ale jako człowiek, jako kobieta potrzebowałam chwili dla siebie, chwili samotności bez pampersów i cycków na wierzchu.
Znalazłam złoty środek, który mi pomógł. Z racji, że cierpiałam w samotności (przecież nie będę się chwaliła, że sytuacja mnie przerasta. W końcu miałam być matka idealną jak moje koleżanki). Po prostu wstydziłam się tego, że nie skacze z radości bo zostałam matka, że mam słodkie maleństwo, a mi się chciało tylko płakać. Bardzo się tego wstydziłam. Nie miałam wtedy zbyt wielu przyjaciół z którymi mogłam o tym porozmawiać więc, któregoś dnia postanowiłam wziąć się w garść i poszukać idealnego rozwiązania. Zamykanie się w pokoju aby pobyć samej nie pomogło, bo mój mąż znajdował milion problemów i pytań, które mogłam tylko ja rozwiązać więc postanowiłam, że będę „uciekać” z domu przynajmniej na pół godz.
Jak tylko mój mąż otwierał drzwi domu ja już w progu wręczałam mu dziecko, zbierałam kurtkę i wychodziłam na centrum i łaziłam po sklepach, oglądałam różne rzeczy, głównie te dla dziecka, ale byłam sama miałam czas dla siebie, żeby odetchnąć i pomyśleć w ciszy. Później wracałam do domu i naprawdę czułam się lepiej. I to był mój złoty środek, który pozwolił mi się pozbierać. Lecz tak naprawdę poczułam się lepiej jak wróciłam do pracy gdy zaczęłam spotykać się z ludźmi, wtedy moja pewność siebie powoli wracała.

Jakiś czas temu rozmawiałam z moimi przyjaciółkami z Holandii na temat tej znajomej, która urodziła i powiedziałam, że bardzo jej zazdroszczę dobrego samopoczucia moje koleżanki powiedziały, że one również dobrze się czuły po porodzie. Poczułam się gorsza. Poczułam się słaba kobietą (nie żeby, ktoś mi to sugerował – absolutnie nie. Jakoś tak mnie naszło). Ale wiecie co… to nie prawda nie jestem słaba bo dopadło mnie baby blues. Wręcz przeciwnie jestem silną kobietą jak każda matka która miała/ma z tym do czynienia. A wiecie dlaczego? Bo się z tym uporałyśmy. Każda z nas sobie z tym poradziła to znaczy, że jesteśmy silne!
Każda matka, która właśnie się z tym zmaga jest silna i na pewno da sobie rade ze wszystkim sama lub z czyjąś pomocą ale na pewno da sobie radę bo jest kobietą i matką. Bo jest SILNYM CZŁOWIEKIEM!

Trzymam kciuki za każdą matkę. Pamiętajcie – jesteśmy silne!

 

1 thought on “Baby blues – czy jestem gorszą kobietą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *