KOBIETA I MĘŻCZYZNA, Z ŻYCIA WZIĘTE

Wspólne życie

Odkąd tylko stworzyliśmy z Michałem związek marzyłam abyśmy zamieszkali razem – sami. Bardzo szybko mój luby przeprowadził się do mnie, a dokładnie to do moich rodziców. Czasami też mieszkaliśmy u jego mamy i tak sobie „wędrowaliśmy” pomiędzy moim rodzinnym domem a mieszkaniem jego mamy.
Później wyjechaliśmy do Holandii i tu początkowo mieszkaliśmy z jego ojcem. Nie przeszkadzało mi to. Może dlatego, że było nam to na rękę. Wiadomo rachunki były dzielone na pół więc to mniejszy koszt. Jest to bardzo wygodne szczególnie gdy nie ma się nic i pracuję się na „wiekówce” (W Holandii to normalne, że młodzi ludzie do 23 roku życia zarabiają mniej).

Gdzieś tam nieśmiało marzyliśmy o własnym mieszkaniu. Lecz wciąż wiedzieliśmy, że to mało prawdopodobne. W końcu nie ładnie byłoby zostawić Michała ojca samego gdzie on wiązał z nami przyszłość. Gdy urodziłam Roberta zaczęło mi przeszkadzać mieszkanie z osobą trzecią a dokładnie to czwartą. Marzyło mi się mieszkanie w trójkę tylko z moim chłopakami. Może to wina hormonów, a może dorosłam już na tyle aby założyć własną rodzinę i poświęcić się tylko jej.
No cóż to wciąż były tylko marzenia, które były nie do spełnienia. Byłoby to nie etyczne i nie pozwalało nam na to sumienie.
A ponieważ przechodziłam baby blues te moje wyobrażenia nie do spełnienia były jak oliwa dolewana do ognia i wywoływało to u mnie jeszcze gorsze samopoczucie.

Lecz wiadomo życie piszę różne scenariusze. Pojawiła się nam okazja na to aby zamieszkać w trójkę. Lecz mieliśmy mały problem. Ja bardzo chciałam wrócić do pracy więc potrzebowaliśmy opieki do dziecka. Najtańsza opcją było ściągnięcie do nas teściowej. No i znowu zamieszkaliśmy z kimś.
Początkowo wciąż marzyłam o tym, że zamieszkamy tylko w trójkę. Może nie długo. Irytowała mnie każda sytuacja, która szła nie po mojej myśli w domu. Bardzo zazdrościłam moim koleżankom tego, że nie mają „nie potrzebnych” gości w domu. Same decydują o wszystkim. Zazdrościłam im nawet ich problemów. Tego, że nie mają z kim zostawić dziecka, że nie mogą wyjść z domu kiedy chcą.
Był taki czas, że teściowa swoją obecnością mi przeszkadzała.

Wiem kochani nie doceniałam tej wygody.

Dzisiaj…
Dzisiaj nauczyłam się z tym żyć. Nauczyłam się doceniać to co mam. Wiecie, że nawet się cieszę gdy mamy pełen dom. Gdy jest teściowa, ciotki wariatki i wujek piękniś – Sylwek. Dom jest pełen i żyje, a to lubię. Dopiero teraz to zrozumiałam. Mimo, że na spełnienie moich marzeń muszę jeszcze poczekać. Jeszcze długo nie pobiegam nago po domu to i tak nie mam czego żałować.
Teściowa jeszcze parę lat z nami pomieszka na pewno. Wciąż będę mogła przespać się gdy tego potrzebuje i nie będziemy musieli jeść spalonego jedzenia. W dodatku na randkę możemy skoczyć we dwoje bez załatwiania wcześniej niani.
Wujek Sylwek też wiąże swoją najbliższą przyszłość z Holandią więc chwile z nami zostanie.
A ciotki wariatki wciąż powtarzają, że za rok wrócą.

Człowiek dopiero z czasem docenia to co ma i zaczyna cieszyć się tym co ma. Na szczęście u mnie nie jest jeszcze za późno. Mimo, że nie zawsze się dogadujemy. Mamy inne wyobrażenia domu i rodziny. Każde z nas ma inny plan na życie i jest na innym etapie i właśnie to wszystko sprawia, że nasze życie jest tak barwne. Każde z nas się od siebie czegoś uczy. Na wzajem nie pozwalamy sobie stanąć w miejscu.

 

2 thoughts on “Wspólne życie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *