DZIECKO

„Smoczek? Nie, dziekuje, jestem już duży”

Przy okazji robienia wyprawki zupełnie nie myślałam o smoczku (o pampersach również nie myślałam – może podświadomie liczyłam, że mały jak się urodzi to już od początku będzie korzystał z toalety 😂😂🤓😅). Pewnego razu jedna z koleżanek spytała czy mam już smoczki. Olśniło mnie! Zapomniałam o smoczku!

Przemyślałam sprawę i doszliśmy do wniosku, że gumowy uspokajacz nie jest nam potrzebny. Widząc sprawe w czarnych barwach nie chcieliśmy dawać dziecku czegoś do czego się przyzwyczai, co pokocha, a później tak po prostu mu to odebrać. Po porodzie Panie z kraamzorgu utwierdziły nas w przekonaniu, że nie potrzebujemy smoczka.

Oczywiście przy okazji robienia wyprawki kupiłam gumowe uspokajacze na wszelki wypadek. Kilka dostaliśmy też w prezentach. Wszystkie schowałam na dnie szuflady w przekonaniu, że będą nam nie potrzebne.

Po mimo naszej dzielnej walki, wymiękłam totalnie w Sylwestra. Podczas gdy Robert już x godzine wisiał na moim „cycku” Michał wygotował nasze (moje) „wybawienie” i nasz mały synek zasnął w spokoju. Uf.. co za ulga. Oczywiście wraz z decyzją o podaniu uspokajacza pojawiło się pytanie „jak się później pożegnamy ze smoczkiem?”

Finalnie smoczek u nas był tylko do spania bez żadnych wyjątków.

Od kiedy Robert skończył półtorej roku zaczęłam go namawiać do wyrzucenia smoka. Robcio stanowczo odmawiał.

Pamiętam jak któregoś dnia jego „titi” zgubił się. Cóż to była za tragedia. Robert wpadł w lekką panikę. Szukaliśmy razem ale nie udało nam się go znaleźć (przyznam, że nie specjalnie się starałam 😁). Gdy synka nie było już ze mną w pokoju znalazłam tak bardzo nie lubianego przeze mnie smoczka i schowałam go. Niestety dość słabo bo Robert przez przypadek szybko go znalazł. Po tym zdarzeniu wyjątkowo bardzo go pilnował, a na tekst „może wyrzucimy już smoczka?” Krzyczał „nieeeeeeee….” i smokał jeszcze bardziej intensywnie. Wtedy straciłam resztki nadzieji na szybkie zakończenie naszej przygody z „titi”

Na szczęście myliłam się. Po kilku miesiącach od tego zdarzenia SAM wyrzucił smoczka!

Nie mogłam w to uwierzyć! Namawiałam go codziennie, za każdym razem reagował tak samo – nie chciał o tym słyszeć. Aż pewnego ranka wziął ze sobą smoczek i wyrzucił go do kosza – tak poprostu. Pogratulowałam małemu, dzielnemu bohaterowi. Wewnątrz poczułam ogromną dumę zmieszaną z ogromnym strachem. Odpowiedziałam mężowi o całej sytuacji i uprzedziłam go o przypuszczalnym ciężkim wieczorze, a nawet nocy.

To niesamowite jak bardzo rodzice nie doceniają swoich dzieci. Wieczorem Robert zaczął szukać swojego ” przyjaciela”. Przypomniałam mu, że wyrzucił go rano do kosza. Koniecznie chciał sprawdzić czy jeszcze tam jest (na szczęście teściowa wyniosła śmieci). Robert ze smutkiem stwierdził, że smoka już tam nie ma. Usiadł przed TV i ze smutną miną oglądał bajki.

Moje serce pękało patrząc na jego smutek, jednocześnie wyobrażałam sobie noc pełną łez. Było mi niesamowicie przykro patrząc na smutną twarz mojego dziecka, ale wiedziałam, że tak bedzie lepiej. Wiedziałam, że to jest ten czas i lepszego już nie będzie. Przed snem jeszcze raz omówiliśmy sprawe ze smoczkiem.

Robert zasną i przespał całą noc. Duma i zdziwienie nie opuszczało mnie jeszcze przez kilka dni. Od tamtej pory smoczek odszedł w niepamięć. Robert już o niego nie pyta i zasypia sam. Minął już ponad miesiąc.

Nasze pożegnanie smoczka poszło wyjątkowo sprawnie i łatwo. A ja do dzisiaj jestem dumna z mojego małego-dużego chłopca.

P.s. bardzo podziwiam rodziców, którzy mają w sobie tyle siły oraz cierpliwości i radzą sobie bez smoczka. 😄

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *