Z ŻYCIA WZIĘTE

Świąteczne porządki. Co jest naprawdę ważne?

Do świąt zostało już bardzo mało czasu. Każdy z nas wychodzi z siebie aby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Ustalamy plan działania już długo przed świętami. Wkońcu lista zadań jest bardzo długa.

  • Obejść wszystkie sklepy w poszukiwaniu inspiracji (oczywiście na miarę naszych kieszeni)
  • Zrobić porządki świąteczne

– umyć okna (rzecz konieczna, w innym wypadku Mikołaj będzie miał słaba widoczność, a w najgorszym wypadku przyniesie Ci rózgę)

– zrobić porządki na strychu, piwnicy, w szafach (wkońcu raz w roku trzeba, a święta to idealna okazja)

– umyć lampy, zatrzeć kurze z obrazów i szaf.

  • Zaplanować listę dań na wigilijny stół
  • Kupić prezenty, papiery do pakowania prezentów, ozdoby i wszystko inne co jest nam do szczęścia potrzebne
  • Ściągnąć świąteczne piosenki i kolędy
  • Kupić choinkę (o ile nie macie sztucznej)
  • Ubrać choinkę
  • Zrobić zakupy świąteczne (ćwicząc oddechy, aby przeżyć te zakupy w śród tych tłumów ludzi)
  • Spakować prezenty
  • Ugotować, upiec, zrobić jedzenie
  • Przygotować stół wigilijny
  • I ostatni punkt, a jakże ważny: udawać wypoczętych, zadowolonych, przepełnionych magią świąt rodziców, którzy przez ostatnie pare tygodni wychodzili z siebie aby wszystko było idealne i aby dzieci zapamiętały święta jako wyjątkowy czas.

Brzmi brutalnie, wiem. Ale taka jest rzeczywistość – niestety. W całym tym zamieszaniu i nadmiarze obowiązków zapominamy i często brakuje nam już sił na to co najważniejsze w święta – na radość. Święta mają sprawiać nam radość. I choć nie da nam się uniknąć wszystkich obowiązków związanych z tym wyjątkowym czasem to możemy je znacznie ograniczyć.

Pamiętam, że jako dziecko nie mogłam się doczekać świąt. Wszystkie te ozdoby, piosenki, przygotowania sprawiały mi ogromną radość i czułam tą niesamowitą magię świąt, która rozgrzewała moje serce. Choć pewnie moi rodzice odczuwali tą presję świąteczną.

Pamiętam też jak cała rodzina w pierwszy dzień świąt spotykała się u babci. Nigdy nie było gdzie usiąść 😂 (tata ma dużą rodzinę) ale czuć było tą rodzinną atmosferę.

Zawsze marzyłam o wigili w dużym gronie (wiecie, tak jak na filmach 😁). Dzisiaj do tego dąże, choć nie zawsze jest to możliwe, chcę aby ta atmosfera rodzinna była obecna, aby czuć było magię świąt.

I uważam, że nie potrzebuje do tego świeżo umytych okien, błyszczącej podłogi czy czystej piwnicy. Gdy na stole znajdzie się 7 potraw zamiast 12, wciąż najważniejszy bedzie fakt, że będziemy razem.

Przy nadmiarze obowiązków i natłoku zadań gubimy gdzieś tą magię świąt, tą radość, którą mają nam dawać święta i przygotowania do nich.

Od kiedy stworzyliśmy z Michałem rodzinę zawsze starałam się spełniać wszystkie punkty z listy wyżej. Do czasu… gdy Robert przyszedł na świat (dokładnie tydzień przed wigilią) nie zdążyłam wszystkiego przygotować (głównie jedzenia). Pamiętam jak Michał kupił wszystko w sklepie gotowe do odgrzania, bo ja nie mialam siły ani ochoty stać w kuchni i gotować. I wiecie co? To były najlepsze święta jakie pamiętam! Byliśmy wszyscy razem, przy nie umytej podłodze, przy odgrzanym jedzeniu z pudełek, bez białego obrusu na stole. I te święta były idealne. Wtedy zrozumiałam, że nie porządek czy jedzenie się liczy ale to, że byliśmy razem. My jako RODZINA. A żeby dziecko zapamiętało święta jako wyjątkowy czas to nie potrzebuje tych wszystkich szczegółów. Wystarczy, że będziemy razem, szczęśliwi, otoczeni miłością i ciepłem.

Wiem, że może jeszcze za wcześnie na życzenia, ale życzę wam abyście nie zgubili magi świąt, czuli tą dziecięca radość i nie dali się zwariować. Kochani, cieszcie się świętem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *