PSYCHOLOGIA

Druga strona lustra

Przeglądając ostatnio internet trafiłam na pewien interesujący artykuł. Głównym tematem był powrotów Polaków do kraju link macie tutaj.

Mimo, że nie myślimy narazie nad powrotem do ojczyzny, ten artykuł uświadomił mnie jak trudnym przeżyciem jest powrót do „siebie”.

Zaglądając na fora często natykałam się na opowieści typu „mój mąż wyjechał za granice 2 lata temu i czuje, że coś zaczyna się miedzy nami psuć… gdy przyjeżdża na urlop nie pomaga mi w obowiązkach domawych czy przy dzieciach…” albo „mąż od 3 lat pracuje za granicą i podejrzywam, że mnie zdradza” (oczywiście historię są bardzo uogólnione).

Sama osobiście nie jestem zwolennikiem związków na odległość więc takie historię nigdy mnie nie dziwią, choć sama osobiście znam pewną pare, które żyła w taki sposób przez dwa lata i są super zgranym małżeństwem. Tak więc mam dowód na to, że związki na odległość są możliwe.

Ale ja nie o tym… stereotyp jest taki, że to mężczyzna wyjeżdża za graniec w celach zarobkowych, a kobieta zostaje w kraju. Gdy taka sytuacja ciągnie się latami z czasem zaczynają się nie porozumienia. Żona ma żal do męża, że ten przyjeżdża dwa razy do roku na dwa tygodnie i nie specjalnie angażuje się w życie (w jej życie), a jak się angażuje to i tak robi to nie tak jak powinien. On wyjeżdża, ona żali się przyjaciółce, matce, siostrze i reszcie świata. Każdy ją rozumie i każdy jej współczuję. Oczywiście ja też, bo jest ciągle sama bez męża. Ale współczuję również jej mężowi.

Mało kto zastanawia się nad tym jak czuje się ten mąż. Jak to wygląda z jego strony. Ten mąż czeka pół roku na urlop. Z utęsknieniem i wielką radością wraca do żony – do swojej ojczyzny – do siebie. I buuum. Na dzień dobry uderza go wielka fala nowości, której nie rozumie. Potrzebuje czasu aby się oswoić z tym wszystkim. Nie rozumie zmian, które zaszły. Jeszcze pół roku temu było inaczej. Przecież rozmawia z żoną codziennie albo przynajmniej co drugi dzień, a i tak jest inaczej. Przypuśćmy, że żona ma bzika na punkcie podłogi i odkurza co pół godziny. Kiedyś mu to nie przeszkadzało, a dzisiaj go to wkurza. Przecież on odkurza „u siebie” raz w tygodniu i też jest dobrze. Okazuje się, że nie potrafi uspokoić płaczącej córki, że kupił jej truskawkowego lizaka, a ona nie lubi tego smaku, nigdy nie lubiła. Takiej osobie jest przykro. Okazuje się, że mimo, iż wrócił do siebie wcale u siebie nie jest. Nie rozumie co się dzieje i co robi nie tak. Woli się wycofać. Więc siedzi w domu na tyłku przez dwa tygodnie unikając większych spraw, żeby „znowu nie nawalić” i wraca do siebie – za granice. Zastanawiając się dlaczego? przecież zanim zdecydował się wyjechać wystarczyło jedno jego przytulenie, a córka przestawała płakać. Kiedyś zupełnie nie przeszkadzało mu bieganie żony z odkurzaczem. Byli szczęśliwsi i zdecydowanie łatwiej spędzało im się wspólnie czas. Nagle okazuje się, że każdy z nich ma swój świat – swoje życie. Muszą za każdym razem od nowa uczyć się siebie.

W końcu każdy z nas się zmienia. Świat wokół nas się zmienia, nawet jeżeli nie zauważamy tych zmian. Dostosowujemy się do sytuacji. Każdy skupia się na własnym życiu, a życie tych drugich osób nas w jakiś sposób omija. I nie chodzi tutaj tylko o małżeństwa ale również o najbliższe nam osoby.

Gdy ja i Michał wyjeżdżaliśmy z kraju mieliśmy kilku przyjaciół i mnóstwo znajomych z którymi mieliśmy dobry kontakt. Ja osobiście ze łzami w oczach żegnałam się z nimi wszystkimi. Przerażała mnie myśl, że z czasem te więzi się poluźnią, że część ich życia mnie ominie, że mnie odsuną i o mnie zapomną. Gdzieś w głębi wiedziałam, że jest to nie uniknione. Z każdym powrotem do Polski jest mi coraz bardziej przykro, mimo, że przed każdym wyjazdem czuje mega euforię radości i odliczam dni do urlopu to zawsze na miejscu „dostaje z liścia w twarz”.

Po pierwsze okazuje się, że nikt tam na nas nie czeka i nie zawsze każdy ma czas od tak żeby się z nami spotkać. Niby to rozumiem, bo przecież oni tam żyją, pracują, a to że my mamy urlop nie znaczy, że oni mają czas. Ale i tak za każdym razem mam wrażenie, że nie każdy podziela naszą radość.

Po drugie gdy my wyjeżdżaliśmy z Polski, to większości naszych znajomych jak i my sami byliśmy młodymi ludzmi, którzy wkraczali właśnie w dorosłość. A to przecież czas największych życiowych zmian. Dzisiaj prawie wszyscy mają rodziny, prace i obowiązki. Własne spostrzeżenie na świat i pomysł na siebie. Każdy z nas się zmienił. Nie z każdym już tak łatwo złapać nam wspólny język.

Za każdym razem gdy jedziemy na urlop do Polski widzimy masę zmian jakie zachodzą w naszej ojczyźnie, w ludziach z którymi mamy kontakt. Nie każdy rozumie, że dla nas każdy powrót chodź na chwilę jest ważny, ekscytujący i potrzebny. Potrzebny do zaspokojenia tęsknoty, która towarzyszy nam za granicą każdego dnia. Tęsknimy za naszymi najbliższymi, za przyjaciółmi, znajomymi nawet tymi którzy o nas zapomnieli. Tęsknimy również za krajobrazem, bo ma on w sobie coś czego w Holandii nie znajdziemy i za milionem innych drobnych rzeczy, których tutaj nie mamy.

Mam czasami wrażenie, że zatrzymałam się i zapominam o tym, że w Polsce też toczy się życie mimo, że mnie tam nie ma. Może dlatego gdy wracam odczuwam taki dyskomfort psychiczny. Czuje, że tak wiele mnie omija lecz to samo tyczy się moich bliskich ich również omija moje życie. Często widzę jak moi rodzice przeżywają to, że nie są na codzień obecni w życiu Roberta. To przykre, również dla mnie. Ale takie życie wybraliśmy.

Czy żałuję? Nie. Tutaj mamy coś co w Polsce ciężko byłoby nam osiągnąć. Dużo ciężej niż tutaj. Nauczyliśmy się tutaj żyć. Zaakceptowaliśmy zmiany jakie zaszły w naszym otoczeniu. Jednak wciąż mamy sentyment do przeszłości. Wciąż nie chcemy jej stracić w żaden sposób.

Czy kiedyś wrócimy? Nie wiem. Nawet jeżeli się na to zdecydujemy to już dzisiaj to wiem, że będzie to bardzo duże wyzwanie. Z pewnością musielibyśmy zacząć wszystko od nowa. Nauczyć się żyć w rzeczywistości Polskiej, zbudować na nowo relacje z bliskimi i pogodzić się z przeszłością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *