PSYCHOLOGIA

Chora przyjaźń

Przyjaciel – osoba, którą lubimy i ufamy.

W podstawówce miałam taką koleżankę (dajmy jej na imię Beata), przyjaźniłyśmy się przez wiele lat (byłyśmy w jednej klasie). To była chora relacja. Dlaczego? Beata co jakiś czas zmieniała zdanie co do naszej przyjaźni. Notorycznie co pewien okres czasu przestawała się do mnie odzywać i zaczynała przyjaźń z inną osobą. Za każdym razem nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Tak więc chodziłam za nią jak „zbity pies” i próbowałam dowiedzieć się co się stało, jaki jest powód? Nigdy nie potrafiła mi odpowiedzieć, a ulubioną jej odpowiedzią było milczenie. Tak więc zostawałam sama ze złamanym sercem, wdeptując swoja samoocene w ziemię. Powtarzając sobie milion przykrych tekstów, wymyślają milion powodów dla których straciłam przyjaciółkę. Nie znając prawdziwego powodu.

Musicie wiedzieć, że jestem osobą bardzo stałą w uczuciach. Gdy kogoś lubie czy kocham to na zawsze – na dobre i na złe. Nigdy nie bawię się ludzkimi uczuciami. Miłość i przyjaźń to dla mnie najważniejsze wartości i tutaj nie ma miejsca na ustępstwa. Dlatego za każdym razem pękało mi serce. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego moja najlepsza przyjaciółka nagle przestaje mnie lubić, tak bez powodu.

Po jakimś czasie jak bumerang wracała. Przepraszała, ja wybaczałam i znowu byłyśmy przyjaciółkami. Cieszyłam się jak mały piesek, który dostał nową piłkę, że odzyskałam to co wtedy było dla mnie najważniejsze. Jedyną osobę która mnie rozumiała – moją przyjaciółkę.

To błędne koło trwało cały rok. Ja, za każdym razem nie rozumiałam dlaczego i za każdym razem przepraszałam – ja. Za co? Za to jaka jestem, za to kim jestem? Nie wiem. Zależało mi na tej przyjaźni i za wszelką cene próbowałam utrzymać ten chory „związek”.

W gimnazjum moja samoocena była już zmieszana z błotem ale czułam, że zaczynam się uodparniać na te zmiany frontu i przeczekiwałam jej humorki. Czułam wewnętrznie, że to musi się skończyć. Nie pytajcie dlaczego tak długo to trwało zanim doszłam do takich wniosków. Nie wiem dlaczego tyle czasu to wszystko znosiłam. Czułam się tak zdeptana psychicznie, uważałam, że nikt mnie nie polubi – zaczełam odsuwać się od ludzi. Wciąż zastanawiałam się „co ze mną nie tak?”.

Któregoś dnia gdy było mi już wszystko jedno czy jest obrażona czy nie (a wtedy ze mną nie rozmawiała) cierpliwie czekałam aż jej przejdzie, ona napisała do mnie liścik na lekcji chemii. Pamiętam to jak dzisiaj.

Napisała:

„Przepraszam za moje ostatnie zachowanie (…) czy możemy znowu się przyjaźnić?”

Długo czekałam na tą kartkę, na te przeprosiny ale gdy zobaczyłam ją po mojej stronie ławki nie czułam zupełnie nic. Pierwszy raz się nie cieszyłam. Pierwszy raz miałam też ochotę napisać – nie! Ale stwierdziłam, że to mogłoby ją zranić, w końcu chciała się pogodzić.

Odpisałam:

„A co się stało, że nie chcesz się już przyjaźnić z Kasią? (imię zmyślone)”

Odpisała:

Bo już mi sie znudziła

Poczułam się jakbym dostała kamieniem w głowę. To był powód tych wszystkich jej fochów bez powodu. Ja też się jej co jakiś czas nudziłam. Zrozumiałam, że to koniec naszej przyjaźni. Nie chciałam mieć takiej koleżanki, która nudziła się mną (czy innymi ludźmi) i traktowała jak zabawkę. Wiedziałam, że nie zaufam jej już nigdy. Myśląc o tym później nie rozumiałam jak można bawić się czyimś uczuciami, jak można być takim egoistą. Było mi tylko szkoda Kasi.

Z Beatą się pogodziłam ale od tamtej pory trzymałam ją na dystans. Nie miałam do niej żalu. Ja po prostu uwolniłam się od relacji, która mnie niszczyła. Zresztą po pewnym czasie zaprzyjaźniłam się z Kasią, więc Beata czując się odrzucona przestała się odzywać. Wtedy było mi już wszystko jedno.

W tym czasie poznałam też Krysie (imię zmyslone) z którą złapałam świetny kontakt. Okazało się, że Krysia również jest typową egoistką i szybko się nudzi ludzmi. Różniło je tylko to, że Krysia odrazu mówiła dlaczego się obraziła. (Chyba mam „szczęście” do takich osób) tym razem jednak nie pozwoliłam sobie na niszczenie swoich uczuć.

Po gimnazjum nasze drogi się rozeszły i do dzisiaj nie mam kontaktu z tymi dziewczynami. Nie wiem czy się zmieniły czy wciąż bawią się uczuciami innych. Nie mam do nich żalu. Nauczyłam się dzięki nim, że takie „związki” są szkodliwe i należy je jak najszybciej ucinać. Zniszczonej samooceny nie odbudowywuje się w jeden czy dwa dni. To długo trwały i bardzo trudny proces. Często zostają „blizny”, które nie znikają. A telewizja dostarczyła nam już nie jeden dowód na to, że zabawa ludzkimi uczuciami może być niebezpieczna.

Dzieci często nie do końca zdają sobie z tego sprawe to nasze – dorosłych – zadanie aby uświadomić dzieci. Lecz również jako ludzie dorośli powinniśmy pamiętać o uczuciach innych, bo o ile dzieci mogą nie rozumieć o tyle dorośli muszą pamiętać i odnaleźć w sobie empatię. Ludzi trzeba szanować. Nawet jeśli mamy odmienne zdanie czy poglądy.

Po tych doświadczeniach nauczyłam się staranniej dobierać przyjaciół ale przede wszystkim zrozumiałam ile bólu mogą zadać słowa. Często dużo czasu mija zanim komuś zaufam. I mimo, że mam nie wielu przyjaciół to za każdego z nich mogłabym wskoczyć w ogień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *