PSYCHOLOGIA

A gdzie jest twój mąż?

Temat wolności kobiet nakręca mnie niemal tak samo jak niektórych ludzi polityka. I dla mnie w tej kwestii nie ma żadnych wymówek ani żadnego ale. A gdy słyszę tekst „to kobieta powinna zająć się domem i dziećmi” to skręca mnie od środka. Nawet teraz pisząc ten tekst czuję napływającą we mnie fale złości. Jak można wszystkie wspólne obowiązki zrzucić tylko i wyłącznie na kobietę? Ale rzuca mi się na myśl jeszcze bardziej dotkliwe pytanie, jak kobiety mogą się na to godzić?

Zakładając dom i rodzinę tworzycie wspólnotę. Razem mieszkacie co jest równoznaczne z tym, że razem brudzicie w domu, a skoro razem mieszkacie, jecie, brudzicie, robicie bałagan to i razem możecie posprzątać. No tak ale on chodzi do pracy i jest zmęczony – nie no prawie mi przykro.

Wiecie jak to wygląda w rzeczywistości? On idzie do pracy. Spotyka się z dorosłymi ludzmi, pogada, pośmieje się, coś tam podzwiga, po podnosi, zrobi swoje i wraca do domu. W domu odpoczywa bo jutro musi iść do pracy, ewentualnie naprawi jeszcze kran lub weźmie na 5 minut dziecko żebyś się nie czepiała i mogła się wysikać. Choć i tak jak tylko zamkniesz drzwi to dziecko „wyrwie się” i pobiegnie rozpaczać pod drzwiami, i o ile jemu to nie przeszkadza to ty natychmiast przerwiesz sikanie bo twoje dziecko płacze już całe 20 sekund.

A jak wygląda twoje „siedzenie w domu”? Od samego rana jesteś na nogach i usługujesz dziecku. Patrzysz jak pluje jedzeniem, które mu zrobiłaś, słuchasz „a gugu” albo innych opowieści, które w większości nie mają sensu ale cieszysz się bo twoje dziecko się rozwija. Rozmawiasz tylko o bajkach i zabawkach. Masz na głowie milion spraw, musisz iść na zakupy bo przecież lodówka świeci pustkami, musisz zrobić jedzenia, obiad, pranie, prasowanie, posprzątać ZNOWU zabawki. Mieć oczy do okoła głowy. Zmieniać pampersy i podejmować mase decyzji aby twoje dziecko nie wyrosło na agresora czy idiote. Aby się prawidłowo rozwijało i co jakiś czas iść do lekarza. No i oczywiście rozwiązywać codzienne życiowe dramaty takie jak zgubiona ulubiona zabawka. Mieć pierwszą pomoc w małym paluszku i robić codziennie nowe pyszne jedzenie. A spać kładziesz się ostatnia, bo i tak musisz jeszcze zrobić kilka rzeczy, których nie mogłaś zrobić przy dziecku. A w nocy stajesz jeszcze kilka razy. A i zapomniałabym dźwigasz jak nie dziecko to zakupy, pranie i znowu dziecko. A na koniec stawiasz czoła całemu światu, mierząc się z ocenami innych i z mianem złej matki, bo przecież gdy coś jest nie tak to zawsze pada pytanie „a gdzie jest matka?” Praca ciężka fizycznie, choć psychicznie jeszcze bardziej. I co mnie dziwi najbardziej to, to że kobiety same tego chcą.

Tak wiem, gdybyś poszła do pracy to miałabyś jeszcze więcej na głowie. Tylko gdzie jest twój mąż? Dlaczego on nie przejmie części obowiązków?

Pamiętam jak raz nagrałam Wam na istastores, że Michał poszedł z Robertem do lekarza i strasznie mnie oburzyło pytanie, a gdzie matka? Pamiętam jak jedna z Was napisała wtedy do mnie, że jej dziecko ma ponad rok, a ojciec jeszcze ani razu nie zmienił pampersa ich wspólnemu dziecku. Pomyślałam, ja bym go z domu wyrzuciła a przynajmniej dostałby pare razy pampersem w głowę.

A teraz Was zaskocze. Żeby nie było, że jestem taką zagorzałą feministką i za całe zło tego świata obwiniam mężczyzn to powiem Wam, że winne lenistwu naszych panów jesteśmy my. My same do tego doprowadziłyśmy. I niech pierwsza rzuci we mnie kamień ta, która nigdy nie powiedziała do swojego mężczyzny „daj, ja to zrobie” widząc jak sobie nie radzi.

W końcu, to my szybciej przebierzemy, umyjemy, nakarmimy, posprzątamy, pokroimy, ugotujemy, lepiej zrozumiemy lekarza itd. A to zdanie jest pierwszą iskrą do lenistwa. Różnica po miedzy nami kobietami, a mężczyznami jest taka, że my mamy poczucie, że musimy to wszystko zrobić, a faceci wiedzą, że jak nie oni to my to zrobimy. To my nie pozwalamy im działać. Bo on tego nie umie, ja to zrobie szybciej, przy mnie jest bezpieczniej. Prawda jest taka, że odsuwamy mężczyzn od czynności codziennych. Dokładając pracy sobie, izolując się trochę od świata. Mężczyzna również może zmienić pampersa, chodzić z dzieckiem do lekarza, na wywiadówki, ugotować obiad, posprzątać czy odkurzyć. Nawet jeśli miałoby mu to zająć wieki. Ale prawda jest taka, że dzisiaj zajmie mu to całe wieki, a jutro tylko pare godzin, a za tydzień kilka minut. A kochane kobiety pamiętajcie, że my jesteśmy matkami dla naszych dzieci, a nie mężów. A nazywając męża dzieckiem robimy krzywdę sobie bo przestajemy ich traktować jak równych sobie, jak pomoc i wsparcie ale jak kolejną osobe, którą trzeba się zająć.

Feministki dały nam szanse na rozwój osobisty, prawo wyrażenia własnego zdania głośno. Dały nam również szanse aby odpocząć, a my tą szanse sobie odbieramy nie dopuszczając mężczyzn do zadań domowych. Tak, to prawda, że faceci się też do tego nie garną, a nie którzy wręcz uciekają od obowiązków. Ale kochane moje, jeśli facet się miga to zmuś go. Tak, brzmi strasznie ale nie mam na myśli tutaj przesunięcia go do ściany z nożem na gardle. Ale o zwykłej awanturze, bo tobie też się należy odpoczynek i każda kobieta musi to zrozumieć.

Czytałam ostatnio jak pewna Pani napisała gdzieś w Internecie, że dla niej jest nie do pomyślenia żeby ona mogła załatwić swoje potrzeby w toalecie bez presji, słysząc jak jej dziecko płacze pod drzwiami. Nawet jeśli miało by to trwać minutę.

Za to inna Pani nie wyobraża sobie żeby nie zrobić obiadu mężowi. Mimo, że ona również pracuje.

Wiecie, że statystycznie kobieta, która poświęca się w zupełności mężowi, dzieciom i ognisku domowemu stawiając siebie i swoje potrzeby na ostatnim miejscu są częściej zdradzane.

Opowiem Wam sytuacje z moją teściową, która sprawiła, że para zaczęła lecieć mi z uszu i moje ciśnienie sięgneło zenitu. Moja teściowa mieszkała w małym mieszkanku. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka. Któregoś dnia przybyło do jej domu wiecej osób – nie pamiętam już okazji. W każdym razie przeważała liczba mężczyzn więc ona wymyśliła „niech chłopy zjedzą przy stole, a my w kuchni”. Nawet nie wiecie jak ja się wtedy oburzyłam. Nie pamiętam co jej powiedziałam ale pamiętam, że tak wsciekła i upokorzona to ja jeszcze nigdy nie byłam. Finalnie i tak usiadłam przy stole z „chłopami” nie wiem czy postąpiłam grzecznie czy nie ale z pewnością postąpiłam zgodnie z sobą.

Nie wyobrażam sobie stawiać się niżej mężczyzn i zupełnie nie rozumiem kobiet które to robią z własnej woli. I skąd wziął się ten stereotyp, że to mężczyzna ma zarabiać pieniądze, a kobieta siedzieć w domu z dziećmi. Po pierwsze to „siedzenie w domu” to bardzo ciężka praca psychicznie i niesamowicie odpowiedzialna. Kobiety mają szanse na rozwój zawodowy, na bycie niezależną finansowo, na równy podział obowiązków. Nikt przecież nie każe nam iść pracować w kopalni, a później wrócić do domu i zająć się wszystkim łącznie z wytarciem noska mężowi.

Ale w dzisiejszych czasach kobiety uważają raczej feministki za wrogów niż za wsparcie. A szkoda. Bo bycie kobietą nie oznacza bycie słabszą czy skazaną na łaskę mężczyzny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *