Z ŻYCIA WZIĘTE

A to wszystko dla pieniędzy…

„Kiedy wracacie?” To najczęstsze pytanie jakie słyszymy gdy wpadamy na wakacje do Polski.Jedni rozumieją, inni mają swoje zdanie na ten temat i nie przyjmują naszej odpowiedzi do świadomości – kwestia podejścia.

A prawda jest jedna. Wszyscy, którzy mieszkają za granicą, wszyscy jesteśmy trochę materialistami. Choć sama znając siebie w życiu bym nie powiedziała, że jestem materialistką to prawda jest taka, że wyjeżdżamy za granicę dla pieniędzy.

Podejrzewam, że gdyby nie Michał to bym pewnie nigdy nie opuściła ojczyzny, ale spodobało mi się tutaj i nie mam w planach wracać. Chodź nie mówię, że nigdy bo przyszłość pokaże.

I choć pieniądze to nie jedyny powód dla którego polubiłam Holandię, bo uwierzcie mi ale gdy mówimy, że narazie nie planujemy wracać to często pada tekst „ale w Polsce już też można zarobić, a jak pracują oboje to już wogule, do tego macie dziecko, 500+ się Wam należy” i tysiąc innych pomysłów jak „dorobić”.

Mamy świadomość tego, że w Polsce kwestia dochodów się poprawiła ale wydatków raczej nie bardzo. Ja to tak widzę.

Podam Wam mój ulubiony prosty przykład:

Specjalnie nie będę pisać euro ani złotówki. Odrzućmy wszystkie waluty, bo bardzo ważny jest fakt, że my będąc tutaj zarabiamy w euro i wydajemy w euro, a Nowak z Polski zarabia w złotówkach i wydaje w złotówkach dlatego w tym przykładzie liczą się tylko liczby.

Mam 100, ide kupić pampersy (jako przykład podaje orginalne pampersy pants rozm. 4, małą paczkę) tutaj zapłacę 10 więc zostaje mi 90 na inne zakupy (w naszym przypadku – 4 osoby- to zakupy żywnościowe na 3 dni). W Polsce wydam 35 i zostanie mi 65 na inne zakupy (po ostatnich wakacjach w polsce to obstawiam, że to bardzo małe zakupy).

Mam świadomość tego, że patrząc z ekonomicznego punktu to chodzi tutaj o walutę i wartość produktu musi być podobna. I dobrze ja się z tym zgadzam ale… wydatki na podobnym poziomie, a zarobki? W Holandii minimalna stawka to 1600 euro, w Polsce to 2200 złotych (o ile dobrze się orientuję).

Oczywiście żeby nie było tak kolorowo w Holadnii jest cała masa obowiązkowych podatków m.in podatek drogowy. Każdy człowiek musi mieć swoje prywatne ubezpieczenie, a gdy skorzystasz z pomocy szpitalnej to istnieje coś takiego jak „własne ryzyko” i w ostateczności i tak dostanie się rachunek do zapłacenia, oczywiście nie za całość leczenia, ale nie będę zagłębiać szczegółów bo nie o to chodzi.

Każdy człowiek chcę żyć godnie i z pewnością nikt nie chcę żyć w ciągłym strachu odliczając dni do wypłaty „czy aby napewno wystarczy”. Myślę, że ludzie, którzy wyjechali za granicę nie do końca potrafili się odnaleźć w rzeczywistości Polskiej dlatego poszukaliśmy stabilności finansowej za granicą. Oczywiście tutaj nikt nie robi sobie z pieniędzy papieru toaletowego z powodu ich nadmiaru i takie sytuacje, że „zabraknie do pierwszego” z pewnością sie zdarzają, lecz mam wrażenie, że za granicą żyje się łatwiej pod względem finansowym. A przy okazji pieniędzy poruszę również temat pracy. W Holandii na 9h pracy przysługuje 1h przerwy. Zazwyczaj są to 3 przerwy po x minut. U mnie są 2 przerwy po 15 min i jedna 30 min. A mój mąż to ma chyba z 5 przerw czyli jakies 1.5h przerwy w ciągu dnia 😉. Mam też wrażenie, że pracownicy są bardziej szanowani przez pracodawców. Choć wiem, że i w tym temacie różnie bywa…

Po za kwestią materialną jesteśmy tutaj już pare lat i mamy tutaj znajomych, przyjaciół, prace, przedszkole, przyzwyczajenia. I nie łatwa sprawą jest pstryknąć palcami i powiedzieć „znowu wszystko rzucamy i wracamy do Polski, zaczynamy WSZYSTKO od nowa”. Takie zmiany nigdy nie są łatwe ani dla dorosłych ani dla dzieci. A każdy człowiek w życiu szuka stabilności i bezpieczeństwa. Dlatego gdy człowiek ułożył sobie życie i odpowiada mu sposób w jaki żyje, miejsce, otoczenie i czuję się bezpieczny, a nawet szczęśliwy to nie będzie zmieniał wszystkiego tylko dla tego, bo.. nawet nie wiem co napisać. Bo ktoś tak chcę?

Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Pewnie znowu poruszę kwestie finansową i chyba uznam, że jednak jestem materialistką ale jest jedna ważna kwestia w życiu każdego młodego małżeństwa – własne mieszkanie\dom. Mam pewność, że zdecydowanie łatwiej jest ten temat załatwić za granicą niż w Polsce. Dlaczego tak myślę? Bo widzę ile moich znajomych jest „na swoim” tutaj, a jak to wygląda na ojczyźnie. Podejrzewam, że utrudnieniem jest – jak przystało na życie – wkład własny. Łatwiej go uzbierać żyjąc na obczyźnie niż w Polsce. Dlatego tak wiele małżeństw decyduje się na rozłomkę. I jedno wyjeżdża za granicę aby zarobić „chociaż na wkład własny”. To przykre ale prawdziwe.

Zdążyłam poznać dużo małżeństw, którzy przyjechali tylko na chwile, którzy próbują dogonić marzenia więc wyjeżdżają z Polski za granice na rok, dwa, pięć. Aby uzbierać kwotę potrzebną do realizacji planów na ojczyźnie. Znam też takich ludzi, którzy przyjechali na miesiąc ale swój pobyt podają już w latach. Znam też takich którzy polubili swoje życie za granicą i nie chcą z niego rezygnować.

I choć pieniądze są najczęstszym powodem dla którego decydujemy się na ogromną zmiane w życiu jaką jest wyjazd za granicę to część ludzi odnajduję się w tym innym kraju i znajduję swoje miejsce na ziemi. I decyduję się zostać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *