DZIECKO

Odpieluchowania

Robert ma dwa i pół roku i już nie nosi pampersów. Może to trochę późno może nie. Grunt, że poszło szybko. Z pampersami pożegnaliśmy się w jeden dzień, a ze zmoczonymi majtkami w 5 dni.

Pierwszą próbę podjęliśmy pół roku temu. To była totalna katastrofa. Kupiłam mnóstwo majtek treningowych (takich z folią w środku). Plan był prosty: w dzień majtki treningowe, w nocy pampersy. Niby standart w odpieluchowaniu ale u nas totalny nie wypał. Robert nie chciał siedzieć na nocniku, strasznie go to flustrowało, majtki z folią nie sprawdziły się zupełnie, wszystko wylatywało bokiem. Więc zamiast skupić się na tym ważnym dla dziecka i dla rodziców momencie, to ja biegałam z mopem, a Robert zrażony nocnikiem ciągle płakał.

Dzisiaj wiem, że wtedy popełniłam wszystkie możliwe błędy. Nie przeprowadziłam odpowiedniej rozmowy z Robertem, różnymi metodami próbowałam zmusić go do siedzenia na nocniku, oczekiwałam cudu i wywołałam zbyt dużą presję na sobie i dziecku.

Tym razem podeszłam do tematu zupełnie inaczej. I zdecydowanie bardziej łagodnie, a jednocześnie dużo bardziej stanowczo.

Odpieluchowanie zaczęliśmy od rozmowy. Duuużo mówiłam Robertowi o tym, że nie długo wyrzucimy pampersy i będziemy nosić tylko majtki. No cóż, moje dziecko nie chciało tego słuchać. Ale wyznaczyliśmy datę – pierwszy dzień wakacji.

Przygotowałam dużo majtek, spodni, podkłady do spania w dzień (w nocy pod prześcieradłem też z pewnością sprawdzą się idealnie Robert w dzień śpi na kanapie) i prześcieradła z folią do spania w nocy, mopa, ręczniki papierowe i oczywiście nocnik.

Z samego rana ubraliśmy majtki, wzięłam kilka pampersów (reszte zapasów schowałam) dałam małemu i wytłumaczyłam, że od dzisiaj nie będziemy nosić pampersów i trzeba je wyrzucić do kosza. I on to zrobił. Ja totalnie nastawiona na sprzątanie, on nie do końca rozumiejący sytuacje zaczęliśmy dzień pierwszy. Tego dnia nie mieliśmy zaplanowane żadnych wyjść, tylko podwórko wchodziło w grę. Początkowo nie do końca chciał siadać na nocniku. Z czasem zrozumiał, że siedzenie na nocniku przez minutę albo dwie nie jest tragedią i jest do zaakceptowania. A my też nie nacisaliśmy na niego. Panowała zasada „na nocniku trzeba siadać ale jak nie chcesz na nim siedzieć to nie musisz, najwyżej posprzatamy”, w końcu mop był zwarty i gotowy na ten sobotni maraton podłogowy.

Za każdym razem kiedy siadał na kanapie miałam serce w gardle. O ile pranie ubrań, pościeli, poduszek, kołdry, zmywanie podłogi mnie nie przerażało tak czyszczenie kanapy zupełnie mi się nie uśmiechało. Ale milczałam. Przecież to, że ma majtki nie oznacza, że ma spędzić cały dzień na podłodze i nie może teraz normalnie żyć. Pytałam tylko czy nie chce może siku. To pytanie stało się pytaniem numer jeden tego dnia, jak i tygodnia. Zaczęłam brzmieć jak zdarta płyta, którą wciąż powtarzała dwa zdania. 1) Chcesz siku? 2) Pamiętaj, że trzeba wołać jak chcę się siusiu. I tego dnia zdecydowanie wygrała podłoga. Ale wynik był przesądzony już na starcie.

Noc. Noc to było szaleństwo. Wszyscy łącznie z dzieckiem uznała mnie za wariatkę. Z racji, że skończyliśmy z pampersami definitywnie w nocy również zostały same majtki (i prześcieradłem z folią). Moje założenie było trudne ale jakoś mnie nie przerażało – o dziwno, bo kocham spać. W planie było stawać co dwie godziny i sadzać Roberta na nocnik. Rzeczywistość była inna. Podczas pierwszej próby wybudzenia i posadzenia go na nocniku, Robert strasznie się wkurzył i siku nie zrobił. Więc odpuściłam dalszą część wybudzania. W zamian za to ze stresu wstawałam co godzinę żeby go ewentualnie przebrać. Okazało się, że ten cały cyrk był niepotrzebny. Robert wytrzymał całą noc.

Drugiego dnia było łatwiej. Zdarta płyta grała, wciąż rozmawialiśmy. Odkryliśmy schemat. Tego dnia zdecydowanie wygrał nocnik. Zdecydowaliśmy się zabrać Roberta na zakupy. Spakowałam spodnie i majtki na przebranie oraz ręcznik papierowy wszytko w razie wpadki. Całe zakupy, niczym psychole obserwowaliśmy jego spodenki czy przypadkiem nie zmieniły koloru ale udało się, obeszło się bez wpadki – ogromny sukces.

Trzeciego dnia ucierpiała babcia. Miała tą niezwykłą przyjemność poznać co znaczy zostać osikaną. Ale małymi kroczkami zużywaliśmy coraz mniej majtek, a Robert o ile nie zapomniał to wolał. Wieczorem podsumowując dzień ojciec rozmawiając z synem powiedział, że Robert jest już duży i musi wołać bo sikanie w majtki nie jest fajne. Więc mały zasugerował ojcu aby ubrał mu pampersa skoro matka ma za dużo prania. No i w tym momencie Michał wyciągnął naszego asa z rękawa przypominając, że przecież Robert sam wyrzucił wszystkie pampersy i nie mamy ich. Robert przypomniał sobie tą sytuacje i zamknął temat.

Czwartego dnia obserwowałam go. Wrzucając okazyjnie mój hit tygodnia „chcesz siku?”. Wtedy też zrozumiałam, że w tym całym odpieluchowaniu nie przyzwyczajenie dziecka jest najtrudniejsze lecz zaufanie do niego. Wciąż chodziłam za nim niczym sumienie za matką, którą właśnie nakrzyczała na swoje dziecko bez większego powodu, dopytując o jego potrzeby fizjologiczne. A wystarczyło usiąść i poczekać aż sam zawoła. Serio, dzisiaj czuje, że największy krok na przód zrobiliśmy gdy przestałam ciągle pytać, wtedy zaczęłam zauważać, że on rozumie, wie i da mi znać kiedy będzie potrzebował pomocy przy ściąganiu gaci.

Piątego dnia okazało się, że on nie woła, on poprostu ściąga sam majtki siada, robi swoje, zaciąga spodnie na tyłek i biegnie dalej. Okazało się, że zapasy majtek już się nie kończą i możemy świętować połowiczny sukces.

Dlaczego połowiczny? Bo o ile sikanie na nocniku w dzień i suche noce mieliśmy opanowane to dwójeczka wciąż parkowała nie tam gdzie powinna. Okazało się, że rozmowa i czas była kluczem do sukcesu. Początkowo próbowałam skusić go nagroda w postaci bajek na telefonie, wkradło się też trochę szantażu (wiem, że to złe ale nie bardzo miałam pomysł na rozwiązanie tej sytuacji). Trzy dni później czyli tydzien od rozpoczęcia nauki mieliśmy już opanowany temat. Bez zbędnych nagród. I tych wszystkich okrężnych dróg.

Okazało się, że odpieluchowanie wcale nie trwa wieki i nie jest takie trudne. Trzeba tylko wyznaczyć cel, odpowiednio się nastawić i mieć pod ręką dużo majtek. A zmoczone prześcieradło nie jest takie straszne, pranie kołdry i poduszki tak samo. Szczególnie latem 🙂 i jest to naturalne w procesie odpieluchowania. Trzeba dać dziecku szanse, a jak zdarzy się wpadka to wystarczy wytłumaczyć, porozmawiać w końcu napewno zrozumie.

Dzisiaj, dwa tygodnie od rozpoczęcia odpieluchowania w ciągu dnia nie zaliczamy żadnych wpadek. W sumie to nie wiem czy to przez wiek Roberta czy zwyczajnie mieliśmy szczęście ale jestem pewna, że całkowita rezygnacja z pampersów to był najlepszy krok.

To zdjęcie z drugiego dnia naszej przygody. Wtedy zaliczyliśmy wpadkę na spacerze, i wiecie co? Nic. Powiedziałam mu, że to się zdarza. I wróciliśmy do domu. Żadna tragedia, żadnych dziwnych spojrzeń. To się po prostu zdarza.

Nie pisze Wam tego żeby się pochwalić ale wiem, że są matki, które chciałyby zacząć tą nieznaną drogę ale nie wiedzą jak się do tego przygotować. Może uda mi się i komuś pomogę tym tekstem – tym wspomnieniem naszej drogi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *