DZIECKO

Odbutelkowanie, czyli jak zerwać z dziecięcymi nałogami

Dziecko nie może mieć nałogów. No cóż dziecko ma nałogi choć nazywamy je raczej pomagaczami, uspokajaczami, czymś co ułatwia życie dziecku i rodzicom. A mowa tutaj o smoczku i butelce. Każdy rodzic tego używa i bardzo dobrze bo po to je stworzono aby pomagały i ułatwiały pewne zadania, lecz z czasem dziecko zaczyna je traktować jako coś oczywistego i przyzwyczaja się do tego stopnia, że nie chce z tego zrezygnować, a przecież dwu- czy trzylatek nie potrzebuje smoczka, a butelka w tym wieku psuje zęby u dziecka.  Więc kiedy z tego zrezygnować żeby było dobrze? Nie wiem. Jeśli chcecie aby było tak idealnie to poczytajcie na stronie WHO (światowej organizacji zdrowia), ja jestem matką, która sugeruje się takimi wytycznymi ale przede wszystkim słucham własnego instynktu i dziecka. To ja widzę kiedy, że moje dziecko jest gotowe na tak dorosłe kroki. Dlaczego dorosłe? Ponieważ odstawiając smoczka, butelkę czy nawet pampersa, żegna się z symbolem niemowlęcym, czymś co cechuje niemowlaki, czyli te nasze kruszynki, które trzymaliśmy pod skrzydłem przez tyle czasu. Każdy taki krok jest krokiem w samodzielność, a samodzielność jest krokiem w dorosłość. Oczywiście odstawienie smoczka nie znaczy, że dziecko nagle staje się dorosłym ale na pewno sprawia, że w naszych (rodziców) oczach staje się nagle „takie duże”. To zawsze wygląda tak samo, najpierw jest radość, że się udało, a chwilę później taki moment, ulotna chwila gdzie ogarnia nas smutek, bo właśnie dochodzi do ciebie fakt, że twój maluszek, już nie jest takim maluszkiem tylko staje się dzieckiem.

Nie możemy przeciągać tego momentu w nieskończoność, ponieważ czasu nie zatrzymamy, a nasze dzieci w końcu przestaną być niemowlętami ze smoczkiem czy bez niego. Jako rodzic trzeba się z tym pogodzić. Ja osobiście uważam, że czym szybciej tym lepiej. Dzieci szybko dostosowują się do nowej sytuacji, trzeba dać im tylko na to szanse. Mam wrażenie, że czym dłużej z tym zwlekamy tym dziecku jest ciężej pożegnać się ze swoim pomagaczem. Wiem, że często boimy się, że dziecko nie poradzi sobie bez tego smoczka, ja też się bałam. Bałam się, że nie będzie potrafił zasnąć bez niego, a ja dostane w gratisie nie przespane noce. Albo bardzo się bałam, że Robert przestanie pić mleko bez butelki, a przecież wszyscy dobrze wiemy jak ważne jest mleko w życiu dziecka. Ale udało się i wszystko przeszło nam tak łagodnie, że ja klepałam się w głowę powtarzając sobie „a ty głupia myślałaś, że twoje dziecko tego nie ogarnie. Sama nie wierzyłaś we własne dziecko”.

My odkryliśmy złoty środek dla naszego dziecka, (być może przyda się, jak i pomoże również Wam). Sam proces może wydawać się długi ale efekt jest natychmiastowy. Warunkiem sukcesu jest tylko to żeby dziecko samo tego chciało.

U nas na pierwszy ogień poszedł smoczek. Gdy Robert miał 1,5 roku pożegnaliśmy na zawsze smoczka. Tą historię przeczytać możecie tutaj .

Jako drugie – pampersy. Poszło naprawdę szybko i sprawnie. Gdy Robert miał 2,5 roku i w jeden dzień pożegnaliśmy się z pampersami, a w pięć dni z mokrymi majtkami. Link do postu macie tutaj. Pamiętam jak się cieszyłam i byłam dumna, że tak szybko nam to poszło i nie zaliczaliśmy już mokrych wpadek. Gdy dodałam ten post, parę godzin później taki sam post – to znaczy temat został poruszony przez innych blogerów, których obserwuje. Tylko tutaj  tytuł brzmiał „…w dwa dni”. Byłam pod ogromnym wrażeniem, oczywiście od razu przeczytałam post. Okazało się, że owszem w dwa dni odstawili pampersy w dzień, a w nocy pół roku później. Tak działa większość rodziców. Ja nie chciałam się w to bawić, a z pewnością nie chciałam dwa razy odpieluchowywać swojego dziecka. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Nie żałuje, a wręcz jestem dumna z mojego dziecka i z siebie. W odpieluchowaniu najtrudniejsze są pierwsze dwa dni. Temat przewodni to cierpliwość i sprzątanie. Dziecko w ciągu tych dwóch dni uczy się co znaczy to dziwne uczucie kiedy chce się siku, jak używać mięśni których do tej pory używać nie musiało aby przytrzymać siusie. A przede wszystkim musi zapamiętać, że aby nie mieć mokrych spodni trzeba zrobić siku na nocnik czy kibelek – kto jak woli – a to dziwne uczucie pełnego pęcherza oznacza, że trzeba przerwać zabawę. To wszystko dziecko ogarnia wciągu tych dwóch, trzech dni. Tu potrzeba czasu i cierpliwości. Jako rodzic musisz pozwolić dziecku na takie wpadki aby się nauczyło na własnych błędach. Zakładanie i ściąganie dziecku pampersa tylko wydłuży proces odpampersowania.

No i jako trzecie, chyba już ostatnie odzwyczajanie to butelka. Do tego tematu podeszliśmy tak samo jak do reszty. Ta sama, uniwersalna metoda ten sam efekt. Wszystko zaczyna się parę tygodni wcześniej. A zaczynamy od rozmowy, zazwyczaj Robert odpowiadał krótko i nerwowo – cóż taki egzemplarz 😀 Zaczynamy od pomysłu z odstawienia butelki. Mówimy, że jest już duży, że może pić z kubeczka mleko. My pijemy z kubeczka, Pucio (postać z bajki) też pije mleko z kubka. Mleko z kubeczka też jest pyszne, i może czas wyrzucić już butelkę do kosza (tylko uwaga jeśli wasze dziecko chętnie wyrzuca rzeczy do kosza to z tą propozycją wstrzymajcie się parę dni). Robert zawsze mówił nie. Tą samą rozmowę powtarzaliśmy codziennie przy okazji robienia mleka czasami tylko rano, czasami wieczorem, czasami napomkałam o tym tylko na szybko. Zawsze to wyglądało tak samo, czyli głośne i stanowcze „nieeeee…”. Któregoś dnia gdy powiedziałam „może wyrzucimy butelkę i zrobimy mleko w kubeczku” Robert spytała „tak?”. Wtedy wytłumaczyłam mu konsekwencje tego, to znaczy, że jak wyrzucimy butelkę to jej już nie będzie, będzie musiał cały czas pić mleko z kubeczka, a butelka już nigdy nie wróci i gdy tak zrobi to będzie już naprawdę dużym chłopcem, bo tylko duzi chłopcy piją mleko z kubeczka. Powiedział, że nie chce. Ok, trudno, poczekamy. Pamiętam jak niedzielnego wieczoru robiliśmy mleko wróciliśmy do tematu Robert przytulił butelkę i powiedział, że jej nie wyrzucimy. Ok, nie naciskaliśmy, wypił mleko wstał i powiedział teraz możemy wyrzucić butelkę. Sam wziął tą butelkę i wyrzucił do kosza. Były brawa, gratulacje i czas na spanie. Ja poszłam położyć Roberta, a Michał w tym czasie wyciągnął butelkę, umył i schował głęboko w szafie.

Wyznajemy zasadę, że jest jedna szansa powrotu. Jeśli następnego dnia nie chciałby wypić mleka z kubeczka, dostałby butelkę z powrotem i byśmy powtórzyli akcję za parę miesięcy. Ale wypił to oznaczało, że nie ma już powrotu, butelka znika z naszego życia na zawsze. Parę dni później spytał dlaczego musi pić mleko z kubeczka, on chce z butelki. Powiedziałam mu, że sam wyrzucił butelkę do kosza i butelki już nie ma. Powiedział tylko smutne aha i wypił z kubeczka.

Tak samo wyglądało to ze smoczkiem i pamersami (dałam mu parę czystych pampersów, które sam wyrzucił do kosza. To miał być pewnego rodzaju symbol). Wszystko sam wyrzucał do kosza. Zawsze gdy nie widział wyciągaliśmy i chowaliśmy w razie zbyt pochopnej decyzji. Nigdy nie wracaliśmy do tych rzeczy. Robert sam podjął decyzje kiedy rozstajemy się z niemowlęcymi gadżetami. Sam robił  krok do przodu. My tylko go zachęcaliśmy, nie nachalnie – bywały nawet dni kiedy zupełnie nie wspominaliśmy o rozstaniu z butelką. Chodziło o to, żeby nie wyłowywać presji na nim, chcieliśmy aby wiedział, że można inaczej. Zazwyczaj całe „przygotowanie” trwało od dwóch do trzech tygodni. Rozmawialiśmy, pytaliśmy i pozwalaliśmy decydować. Nic na siłę, żadnego kombinowania, namawiania, proszenia, po prostu zwykłą rozmowa.

Małe dziecko też jest człowiekiem i choć wydaje się to dziwne dla niektórych, to ten mały człowiek też ma własne zdanie. Tak jak my dorośli tak i dzieci do pewnych decyzji muszą dojść sami. Taka jest nasza zasada, taką metodę stosujemy od początku i nie wyobrażamy sobie robić tego inaczej.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *